sobota, 29 marca 2014

Rozdział XVIII

- Tato! Pośpiesz się muszę już jechać na lotnisko krzyknęłam z dołu bębniąc palcami o szafkę, która stała w przed pokoju. Moja cierpliwość powoli się kończyła, więc palce coraz szybciej poruszały się po blacie szafki. Gdy już chciałam pójść zobaczyć co go tak zatrzymało usłyszałam kroki na schodach i moim oczom ukazał się tata. Oczy miał lekko zaszklone. Zmartwiłam się. 
-Płakałeś?Coś się stało? Mam zostać? Chcesz?- zasypałam go masą pytań. Tata, jednak nic nie powiedział tylko wręczył mi pudełko i plik listów. Po chwili przytulił mnie bardzo mocno do siebie. 
- Uważaj na siebie. Bardzo Cię kocham aniołku szepnął mi do ucha. Przez chwilę miałam ochotę zostać, nigdzie nie jechać, ale chciałam zacząć nowe życie. Nie wiedziałam, czy we Francji mi się to uda, ale liczyłam, że tak. 
- Bardzo Cię kocham tato. Obiecuje, że będę dzwonić codziennie powiedziałam próbując uwolnić się z jego niedźwiedziego uścisku. Chyba zrozumiał, ponieważ mnie puścił. Patrzył na mnie przez chwilę nagle zrobił surową minę. 
- Masz być tam szczęśliwa, to rozkaz powiedział z poważną miną. Po patrzyłam na niego w skupieniu. Wybuchnęliśmy śmiechem w tym samym momencie. Gdy się tak śmialiśmy nagle zatrąbił samochód. 
- Dobrze Tato, pójdę już- powiedziałam uśmiechając się do samej siebie i przy okazji do niego. Mój staruszek wziął moje walizki i zaniósł do samochodu, do którego ja wsiadłam. Uśmiechnęłam się do Kate starając się złagodzić jej złość. Chyba podziałało,ponieważ odpaliła gaz lekko uśmiechnięta. Gdy ruszyliśmy pomachałam tacie, który stał w drzwiach domu. Zostawiałam wszystko, co miałam, by zacząć nowe życie w nowym miejscu. Bałam się. Bałam się nowej szkoły w ostatnim roku, bałam się,że nie znajdę nowych znajomych, chodź, to w sumie było mi obojętne, czy ich znajdę. Polubiłam samotność. W myślałam żegnałam się z ulubionymi miejscami i wszystkimi, których poznałam. Zrobiło mi się trochę smutno, gdy mijałam wszystkie znane mi miejsca. Ogarnęła mnie lekka melancholia. Postanowiłam ją, jednak szybko przegonić. Chciałam być w dobrym humorze mimo wszystko. Nagle moim oczom ukazało się lotnisko. Bałam się lotu, ale wiedziałam, że nie ma innej drogi, by się dostać do Francji.Wysiadając z samochodu ogarnęła mnie panika. Odruchowo sprawdziłam telefon. Żadnego SMSa. Byłam lekko zawiedziona. Kate wzięła moją walizkę. Wchodząc na hale odlotów łzy cisnęły mi się do oczu. 
- Hej, hej spokojnie. Myślałam, że chcesz wyjechać- spytała zdziwiona siostra. 
Złapałam ją z wolną rękę i mocno ściągnęłam. 
- Bo chce, bardzo powiedziałam zdecydowanie i twardo. Kate posłała mi jeden ze swoich uśmiechów mówiących "w końcu dorosłaś"

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział XVII

- Żartujesz sobie tak? Powiedz że żartujesz! Monika to nie jest zabawne powiedziałam chodź dobrze wiedziałam że wcale nie żartuje. - Wiesz dobrze że nie. Jak mogłabym żartować z takich rzeczy. Monika była kłębkiem rozpaczy i nerwów. Tusz miała rozmazany przez łzy. Na twarzy była cała czerwona. Stałam tam i patrzyłam na nią nie mogąc uwierzyc w to co do mnie mówi. Nie chciałam w to wierzyć. Nie mogłam zacząć w to wierzyć. Nagle z sali gdzie leżał Dominik wyszła pielęgniarka. Ciągnęła łóżko. Na nim leżało ciało. Martwe ciało. Gdy zobaczyłam wystające z pod narzuty ciemne włosy poczułam jak krew odpływa mi z twarzy a łzy cisną mi się do oczu. Boże tylko nie to pomyślałam tylko nie on. Nagle cały mój dotychczasowy świat runął jak domek z kart. Stałam po środku korytarza. Cała dotychczasowa nadzieja jaką mialam znikła. Nie,nie, nie to nie możliwe. To nie możliwe powtarzałam sobie w myślach. On żyje, on żyje. To wcale nie był on. - Tak mi przykro usłyszałam za sobą głos Kate. Podeszła do mnie i chciała mnie przytulić. Odsunęłam się od niej - Nie dotykaj mnie. Nie dotykaj powiedziałam. Czułam się jak balon bez powietrza. Dominik był całym moim światem, miłością mojego życia, światełkiem w tunelu, słońcem w pochmurne dni. A teraz go nie ma. Odszedł. - Odszedł tak po prostu odszedł. Jak mógł mi to zrobić. Mieliśmy zaplanowane całe życie. Wszystko mieliśmy zaplanowane powiedziałam mieliśmy mieć duży dom i dwoje dzieci, chłopca i dziewczynkę, dużego psa i akwarium z rybkami. Mieliśmy podróżować po świecie. Boże było tyle rzeczy które chciał zobaczyć, chciał zwiedzić tyle miejsc. Obiecał że nigdy mnie nie opuści. Obiecał. Umilkłam czując że dłużej nie będę w stanie mówić. Usiadłam na krześle koło Moniki i wybuchłam głośnym szlochem. Ogarnęła mnie wielka rozpacz gdy uświadomiłam sobie że nigdy więcej go nie zobaczę. Nie zobaczę jego uśmiechu, jego szalonego błysku w oczach gdy wpada na jakiś pomysł, cudownego uśmiechu na mój widok. Trzymałam ręce zaciśnięte w pięści z całych sił próbując się uspokoić. Nie wychodziło mi to najlepiej. Monika położyła mi dłoń na ramieniu. Strąciłam ją. Nie chciałam litości. Chciałam by to okazało się kłamstwem. Chciałam by Dominik ustał koło mnie z uśmiechem na twarzy i powiedział, że żyje. Chciałam by to okazało się złym snem. Koszmarem. Nagle nie wiele myśląc zaczęłam biec w stronę wyjścia ze szpitala. Przez łzy w oczach niewiele widziałam ale biegłam dalej. Gdy wybiegłam na zewnątrz poczułam na twarzy zimne krople deszczu. Była końcówka kwietnia. Poczułam jak krople deszczu mieszają mi się ze łzami. Usiadłam na ławce przed szpitalem i płakałam. Nienawidziłam siebie za to, że pozwoliłam Dominikowi wypchnąć mnie spod kół samochodu. Wszystko przeze mnie pomyślałam. Siedziałam tam dopóki nie zobaczyłam zachodzącego słońca. Postanowiłam wrócić do domu.





...MIESIĄC PÓŹNIEJ...




Drogi Dominiku. Piszę do ciebię ten list ponieważ w końcu zrozumiałam, że nie żyjesz. Wcześniej nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Odepchnęłam od siebie wszystkich, nawet do Kate się nie odzywam. Tata postanowił wysłać mnie do psychologa. Poszłam tam i już po pierwszej wizycie po raz pierwszy poszłam na twój grób. Jak się pewnie domyślasz nie byłam na twoim pogrzebie. Nie mogłam to by oznaczało, że godzę się z twoją śmiercią. Psycholog u której byłam uświadomiła mi, że nie pójście na twój grób przed wyjazdem oznaczałoby że nic tak naprawdę do ciebie nie czuje. A czuje. Wciąż Cię Kocham. I tak wyjeżdżam. Za miesiąc wyjeżdżam do Nowego Yorku. Ciocia Beth która tam mieszka powiedziała, że mam do niej przyjechać na wakacje albo jeśli chce to i na stałe. Chyba zostanę u niej na stałe. Tak bardzo za tobą tęsknię. Pamiętaj, że tylko ty jesteś moją największą miłością i tylko ty nią zostaniesz. Teraz siedzę przy twoim grobie i staram się powstrzymać łzy. Mimo że jest już lepiej to jednak to rana która powstała po twoje śmierci wciąż się jeszcze nie zagoiła i nigdy się nie zagoi. Codziennie się obwiniam. Myślę co by było gdyby. Wiem to nic nie pomoże ale jednak dobrze wiem że to ja jestem winna twojej śmierci. Minęło 2 miesiące. Tak 2 miesiące. Uświadomiłam sobie że nie żyjesz ale nigdy nie pogodze się z twoją śmiercią. Nigdy. I nie licz na to że kiedykolwiek się to stanie. Twoja kochająca na zawsze dziewczyna. Nikola. Złożyłam starannie kartkę na pół i wsadziłam do koperty. Wyjęlam zapalniczke i podpaliłam kopertę. - Żegnaj. Będziesz na zawsze w mojej pamięci szepnęłam gdy koperta się spaliła. Odwróciłam się i skierowałam się w stronę wyjścia z cmentarza






Przepraszam was wszystkich ale blog zostaje zawieszony na czas nie określony. Buziaki i miłego czytania :* Przepraszam za błędy i za to że tyle czekaliście <3

wtorek, 5 listopada 2013

Rozdział XIV

Monika złapała mnie tuż przed upadkiem. Wspierając się o jej ramię usiadłam na krześle koło łóżka Dominika. Poczułam łzy napływające mi do oczu. Nawet ich nie powstrzymałam. Złapałam Dominika za rękę.
- tak bardzo cie przepraszam szepnęłam przez łzy.
- To nie twoja wina powiedziała Monika.
-Właśnie że moja powiedziałam. Gdybym się z nim nie pokłóciła nie musiałby za mną biec a wtedy nie musiałby wypychać mnie spod samochodu. Nie byłoby go tu gdyby nie ja. Ostatnie słowa wyszeptałam. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam twarz mamy Dominika.
- Nic nie stało się z twojej winy przestań tak myśleć powiedziała opanowana chodź widziałam że ledwo daje radę powstrzymać łzy. Nie wytrzymałam i przytuliłam się do niej. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo tego potrzebowałam. Poczuć chodź przez chwilę że nie jestem już sama , że wcale na tym łóżku nie umiera przeze mnie jedna z najważniejszych mi osób. Gdy odsunęłam się od mamy Dominika zobaczyłam jak po jej policzkach płyną maleńkie krople łez. Starła je pośpiesznie opuszkiem palca jakby nic się nie wydarzyło. Tak naprawdę jej było jeszcze ciężej niż mnie. Wkońcu jej dziecko jest w śpiączce. Tata napewno by się załamał pomyślałam. Nagle uświadomiłam sobie że nie zadzwoniłam do taty i Kate. Wyszłam z sali. Usiadłam na krześle. Poczułam że to dla mnie za dużo. Najpierw straciłam mamę, teraz tracę Dominika. Łzy zaczęły szybko napłynęły mi do oczu. Sięgnęłam do torby i wyjełam portfel. Otworzyłam go i zobaczyłam piątkę uśmiechniętych od ucha do ucha dzieci na pogiętym ze starości zdjęcie. Był to pierwszy dzień w szkole. Miesiąc po tym jak mama dowiedziała się że ma białaczkę. Byłam smutna. Nie wiedziałam co jest mamie ale wiedziałam że nie można tego lekceważyć. Siedziałam smutna na przerwie i wtedy podszedł do mnie Dominik i spytał prosto z mostu czemu jestem smutna i czy ktoś mi nie umarł, a ja wtedy nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem. Zamiast coś powiedzieć zwyczajnie mnie przytulił. Od tamtej chwili wiedziałam że chce mieć go w swoim życiu. Może nie tak świadomie jak teraz ale jednak. A teraz on umiera z mojego powodu. Wybuchłam głośnym szlochem. Jak ja mogłam do tego doprowadzić. Jak mogłam być taką idiotką. Starłam łzy z twarzy i wyjełam telefon z torebki. Długo nie mogłam się zebrać w sobie by zadzwonić do taty. Wkońcu jednak to zrobiłam. Opowiedziałam mu wszystko w skrócie. Powiedział że niedługo będzie. Ucieszyłam się że tak zareagował. Jakby nasze kłótnie były już nie ważne. Jakby zapomniał o wszystkim. Cieszyłam się że mój stary tata powrócił. Wstałam i weszłam znów do sali. Gdy tylko otworzyłam drzwi zauważyłam że stało się jakoś zbyt cicho jakby moje wejście przeszkodziło im w rozmowie. Mama Dominika wstała i powiedziała że idzie zadzwonić a Monika że idziec po coś do jedzenia i picia. I znów poczułam się samotna. Dokładnie jak w dniu śmierci mojej mamy. Usiadłam na krześle i złapałam Dominika za rękę.
- Tak bardzo cie przepraszam. Tak bardzo. Błagam Cię nie umieraj, jesteś moim życiem, moim słońcem rzucającym światło na pochmurne dni. Nie mogę stracić i ciebie szepnęłam. Łzy znów zaczęły płynąć po twarzy. Wtuliłam policzek w dłoń Dominika. Zaczęłam wspominać wspólnie spędzone chwilę, te szczęśliwe i te smutne gdy się o coś kłóciliśmy ale zaraz się godziliśmy. Nasze rozmowy na spacerach, nasze wspólne marzenia.
- Pamiętasz jak obiecałeś mi wycieczkę do Tokio, jak obiecałeś że pójdziemy na karaoke i będziemy śpiewać po chińsku i że dla mnie zrobiłbyś sobie zdjęcie z Hello Kitty? Jeśli przeżyjesz to ja zabiore cie do Tokio, do Paryża, do Madrytu gdzie tylko zechcesz proszę cie tylko przeżyj! Siedziałam przy jego łóżku trzymając go za rękę nie wiem ile czasu. Ostatnią rzeczą jaką pamiętam było to że ktoś wzią mnie na ręce i zaniósł do samochodu.

-MIESIĄC PÓŹNIEJ-

Drogi pamiętniku! Minął miesiąc a Dominik wciąż jest w śpiączce. Boję się że go stracę. Nie chce tego, on jest dla mnie wszystkim. Trochę żałuję że tak późno to sobie uświadomiłam. Żałuję że nie powiedziałam mu tego wcześniej. Gdy pytam o cokolwiek lekarzy tylko patrzą na mnie smutno i kręcą głową. Od miesiąca z nikim nie rozmawiam. Nie chce. Gdy wiem że Dominik umiera, nie potrafie się niczym cieszyć. Właśnie jade do szpitala i liczę że usłysze dobre wiadomości. Gdy dojechaliśmy do szpitala włożyłam pamiętnik do torby i wysiadłam z auta. Poszła prosto do windy. Znałam już każdy zakamarek i każdą osobę w tym szpitalu. Wcisnełam 5 piętro i przytrzymałam windę dla taty. Gdy winda się otworzyła zauważyłam Monikę siedzącą przed salą gdzie leżał Dominik. Płakała. Zaczęłam przeczuwać najgorsze.
- Monika co się stało czemu skaczesz spytałam zmartwiona.
- On...on, nie mogę powiedziała i znów zaczęłam płakać.
- Monika proszę Cię powiedz co się stało szepnęłam ponieważ czułam że nie dam już dłużej rady.
- On nie żyje szepnęła Monika.






Przepraszam was że tak długo ale brak czasu, brak weny i brak chęci na cokolwiek robi swoje. Mam nadzieję jednak że spodoba wam się ten rozdział i nie będziecie rozczarowani. Życzę miłego czytania :*