Tylko twoja miłość potrafi wszystko zniszczyć!
sobota, 29 marca 2014
Rozdział XVIII
czwartek, 26 grudnia 2013
Rozdział XVII
wtorek, 5 listopada 2013
Rozdział XIV
Monika złapała mnie tuż przed upadkiem. Wspierając się o jej ramię usiadłam na krześle koło łóżka Dominika. Poczułam łzy napływające mi do oczu. Nawet ich nie powstrzymałam. Złapałam Dominika za rękę.
- tak bardzo cie przepraszam szepnęłam przez łzy.
- To nie twoja wina powiedziała Monika.
-Właśnie że moja powiedziałam. Gdybym się z nim nie pokłóciła nie musiałby za mną biec a wtedy nie musiałby wypychać mnie spod samochodu. Nie byłoby go tu gdyby nie ja. Ostatnie słowa wyszeptałam. Nagle poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam twarz mamy Dominika.
- Nic nie stało się z twojej winy przestań tak myśleć powiedziała opanowana chodź widziałam że ledwo daje radę powstrzymać łzy. Nie wytrzymałam i przytuliłam się do niej. Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo tego potrzebowałam. Poczuć chodź przez chwilę że nie jestem już sama , że wcale na tym łóżku nie umiera przeze mnie jedna z najważniejszych mi osób. Gdy odsunęłam się od mamy Dominika zobaczyłam jak po jej policzkach płyną maleńkie krople łez. Starła je pośpiesznie opuszkiem palca jakby nic się nie wydarzyło. Tak naprawdę jej było jeszcze ciężej niż mnie. Wkońcu jej dziecko jest w śpiączce. Tata napewno by się załamał pomyślałam. Nagle uświadomiłam sobie że nie zadzwoniłam do taty i Kate. Wyszłam z sali. Usiadłam na krześle. Poczułam że to dla mnie za dużo. Najpierw straciłam mamę, teraz tracę Dominika. Łzy zaczęły szybko napłynęły mi do oczu. Sięgnęłam do torby i wyjełam portfel. Otworzyłam go i zobaczyłam piątkę uśmiechniętych od ucha do ucha dzieci na pogiętym ze starości zdjęcie. Był to pierwszy dzień w szkole. Miesiąc po tym jak mama dowiedziała się że ma białaczkę. Byłam smutna. Nie wiedziałam co jest mamie ale wiedziałam że nie można tego lekceważyć. Siedziałam smutna na przerwie i wtedy podszedł do mnie Dominik i spytał prosto z mostu czemu jestem smutna i czy ktoś mi nie umarł, a ja wtedy nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem. Zamiast coś powiedzieć zwyczajnie mnie przytulił. Od tamtej chwili wiedziałam że chce mieć go w swoim życiu. Może nie tak świadomie jak teraz ale jednak. A teraz on umiera z mojego powodu. Wybuchłam głośnym szlochem. Jak ja mogłam do tego doprowadzić. Jak mogłam być taką idiotką. Starłam łzy z twarzy i wyjełam telefon z torebki. Długo nie mogłam się zebrać w sobie by zadzwonić do taty. Wkońcu jednak to zrobiłam. Opowiedziałam mu wszystko w skrócie. Powiedział że niedługo będzie. Ucieszyłam się że tak zareagował. Jakby nasze kłótnie były już nie ważne. Jakby zapomniał o wszystkim. Cieszyłam się że mój stary tata powrócił. Wstałam i weszłam znów do sali. Gdy tylko otworzyłam drzwi zauważyłam że stało się jakoś zbyt cicho jakby moje wejście przeszkodziło im w rozmowie. Mama Dominika wstała i powiedziała że idzie zadzwonić a Monika że idziec po coś do jedzenia i picia. I znów poczułam się samotna. Dokładnie jak w dniu śmierci mojej mamy. Usiadłam na krześle i złapałam Dominika za rękę.
- Tak bardzo cie przepraszam. Tak bardzo. Błagam Cię nie umieraj, jesteś moim życiem, moim słońcem rzucającym światło na pochmurne dni. Nie mogę stracić i ciebie szepnęłam. Łzy znów zaczęły płynąć po twarzy. Wtuliłam policzek w dłoń Dominika. Zaczęłam wspominać wspólnie spędzone chwilę, te szczęśliwe i te smutne gdy się o coś kłóciliśmy ale zaraz się godziliśmy. Nasze rozmowy na spacerach, nasze wspólne marzenia.
- Pamiętasz jak obiecałeś mi wycieczkę do Tokio, jak obiecałeś że pójdziemy na karaoke i będziemy śpiewać po chińsku i że dla mnie zrobiłbyś sobie zdjęcie z Hello Kitty? Jeśli przeżyjesz to ja zabiore cie do Tokio, do Paryża, do Madrytu gdzie tylko zechcesz proszę cie tylko przeżyj! Siedziałam przy jego łóżku trzymając go za rękę nie wiem ile czasu. Ostatnią rzeczą jaką pamiętam było to że ktoś wzią mnie na ręce i zaniósł do samochodu.
-MIESIĄC PÓŹNIEJ-
Drogi pamiętniku! Minął miesiąc a Dominik wciąż jest w śpiączce. Boję się że go stracę. Nie chce tego, on jest dla mnie wszystkim. Trochę żałuję że tak późno to sobie uświadomiłam. Żałuję że nie powiedziałam mu tego wcześniej. Gdy pytam o cokolwiek lekarzy tylko patrzą na mnie smutno i kręcą głową. Od miesiąca z nikim nie rozmawiam. Nie chce. Gdy wiem że Dominik umiera, nie potrafie się niczym cieszyć. Właśnie jade do szpitala i liczę że usłysze dobre wiadomości. Gdy dojechaliśmy do szpitala włożyłam pamiętnik do torby i wysiadłam z auta. Poszła prosto do windy. Znałam już każdy zakamarek i każdą osobę w tym szpitalu. Wcisnełam 5 piętro i przytrzymałam windę dla taty. Gdy winda się otworzyła zauważyłam Monikę siedzącą przed salą gdzie leżał Dominik. Płakała. Zaczęłam przeczuwać najgorsze.
- Monika co się stało czemu skaczesz spytałam zmartwiona.
- On...on, nie mogę powiedziała i znów zaczęłam płakać.
- Monika proszę Cię powiedz co się stało szepnęłam ponieważ czułam że nie dam już dłużej rady.
- On nie żyje szepnęła Monika.
Przepraszam was że tak długo ale brak czasu, brak weny i brak chęci na cokolwiek robi swoje. Mam nadzieję jednak że spodoba wam się ten rozdział i nie będziecie rozczarowani. Życzę miłego czytania :*