środa, 16 października 2013

Rozdział XIII

Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Spojrzenie miał utkwione w punkt za mną. Powoli napływające łzy zaczęły mnie piec w oczy. Nie miałam pojęcia co nim kieruje. Czyżby zazdrość? Może co innego. Chciałam go o to zapytać ale bałam się jego odpowiedzi. Pożegnałam się z przyjaciółką i spojrzałam na niego lekko poirytowana. Nic nie powiedział. Wciąż tylko patrzył w przestrzeń. Nawet nie drgną. Gdy w końcu zaszczycił mnie swoim spojrzeniem moja cierpliwość wisiała na włosku. Z jego spojrzenia nie mogłam nic wyczytać. Chłód bijący od niego przyprawiła mnie o jeszcze większe poirytowanie. Miałam ochotę krzyczeć ale czy to by coś dało? W końcu miałam tego dość.
- Wracam do domu powiedziałam lekko drżącym głosem. Przez jedną piątą sekundy jego twarz wykrzywiła się w grymas niedowierzania. Znikł tak samo szybko jak się pojawił.
- Jak chcesz powiedział chłodno.
- Możesz się tak nie zachowywac spytalam z trudem powstrzymując się od krzyku.
- Jak spytał zdziwiony
- Tak jakbyś miał wszystko gdzieś. Jakby to że wogóle istnieje cię nie obchodziło. Jakby twoje uczucia nic nie znaczyły. Jakby to co ja czuje nic nie znaczy. Jakbyś był totalnym dupkiem powiedziałam na jednym oddechu ostatnie słowa prawie wykrzykując.
- Może wcale nie jestem takim ideałem jak ci się wydawało powiedział bez emocji.
- Mam to gdzieś czy jesteś ideałem czy nie. Kocham cię a jeśli po tygodniu bycia razem oczekujesz ode mnie że będe twoją marionetką to jesteś w błędzie powiedziałam i zeszłam z lodowiska. Poszłam oddać łyżwy. Założyłam buty. Dominik wciąż stał w tym samym miejscu. Zdenerwowana poszłam do domu. Po drodze starałam się nie rozpłakać. Jesli myślał że będę mu na każdym kroku posłuszna to był w błędzie pomyślałam. Byłam na niego wściekła. Gdy doszłam do pobliskiego parku do którego zawsze chodziłam z mamą pozwoliłam by łzy swobodnie spływały mi po policzkach. Nie mogłam uwierzyc że tak mnie potraktował. Siedziałam w parku parę minut. Jednak długo nie wytrzymałam. Zerwałam się z ławki i pobiegłam w stronę domu. Mialam gdzieś samochody które trąbiły na mnie za każdym razem gdy przechodziłam na drodze bez pasów. Nagle usłyszałam długi i głośny klakson. W moją stronę jechał samochód co najmniej 100 na godzinę. Poczułam przerażenie w żołądku. Jednak zamiast zderzyć się z autem poczułam silne dłonie odpychające mnie na bok a potem okropny ból prawego ramienia. Zamknęłam oczy i złapałam się za ramię próbując ochronić się przed bólem. Nagle usłyszałam pisk opon. Zacisnełam powieki jeszcze mocniej przygotowana na większą dawkę bólu. Gdy nic nie poczułam zdziwiona otworzyłam oczy. Rozejrzałam się wokoło. Zobaczyłam sylwetkę chłopaka na oko wyglądającego na nie wiele starszego ode mnie. Spróbowałam wstać czym przypłaciłam bólem w udzie i ramieniu ale postanowiłam to olać. Życie chłopaka było ważniejsze. Lekko kuśtykając podeszłam do niego i o mało co nie doznałam szoku. Dominik. Na ziemi leżał Dominik. Mialam już łzy w oczach gdy usłyszałam w głowie głos mamy: MUSISZ BYĆ SILNA, ON CIĘ TERAZ POTRZEBUJE! Starałam napływające łzy i zrobiłam wszystko tak jak nas uczyli w szkole. Najpierw sprawdziłam bezpieczeństwo. Na szczęście tą ulicą jeździło mało samochodów. Podeszłam do kierowcy. Był przytomny.
- Dobrze się pan czuje spytałam
- Tak dziękuję. Jak czuje się tamten chłopak spytał lekko drżącym głosem.
- Czy mógłby mi pan pomóc tylko szybko spytałam idąc już w stronę Dominika. Dotknęłam jego ramienia. - Dominik słyszysz mnie? Dominik? Nawet nie drgną. W odruchu sprawdziłam puls. Odetchnęłam z ulgą gdy go wyczułam. Udrożniłam drogi oddechowe i sprawdziłam czy oddycha. Nie oddycha. Moje serce przyspieszyło.
- Niech pan zadzwoni po karetkę. On nie oddycha. Nie sprawdziłam czy wykonał moje polecenie tylko zaczęłam mu robić RKO. Gdy uciskałam mu klatkę piersiową błagałam Boga by nie zabieraj mi chociaż jego. Dominik proszę zacznij oddychać błagałam go w myślach. Po jakimś czasie usłyszałam karetke. Wciąż robiąc mu RKO modliłam się by zdążyli na czas. Po może dwóch minutach karetka dojechała na miejsce. Pozwolili mi odpocząć. Dopiero teraz zauważyłam że Dominik jest ranny. Z wielkiej rany na twarzy strumieniem lała się krew. Przestraszyłam się że pewnie będzie mu potrzebna transfuzja krwi. Lekarze delikatnie położyli go na noszach i wsadzili do karetki. - Mogę też jechać spytałam drżącym głosem. Bałam się go zostawiać samego. Wiedziałam że niewiele pomogę ale nie mogłam go zostawić gdy umierał. Lekarz tylko kiwnął głową. Wsiadłam do karetki w której było strasznie mało miejsca. Przez całą drogę starałam się powstrzymać łzy. Gdy dojechaliśmy do szpitala przypomniałam sobie o tym że nie zadzwoniłam jeszcze do rodziny Dominika. Gdy wytłumaczyłam wszystko Monice była w szoku. Powiedziała że już dzwoni do rodziców a sama już jedzie do szpitala. Byłam zrozpaczona. To wszystko przeze mnie pomyślałam i wkońcu wybuchłam głośnym płaczem. Gdy lekarze wyszli z sali chciałam wiedzieć co nu jest ale powiedział że nie może mi udzielić żadnych informacji z tego powodu że nie jestem jego rodziną. Siedziałam tam wyobrażając sobie najgorze scenariusze gdy nagle zobaczyłam jego mamę i Monikę idące szybko w moją stronę. Mama Dominika miała łzy w oczach za to po Monice było widać że płakała.
- Gdzie on jest spytała jego mama.
- Tam wskazałam pokójna przeciwko.
- Co się w ogóle stało spytała Monika.
- Pokłóciliśmy się no i ja poszłam do domu a on został na lodowisku, myślałam że tam został ale on pobiegł za mną i wypchną mnie spod samochodu a sam został potrącony powiedziałam wybuchając płaczem - to moja wina, wszystko to przeze mnie, tak bardzo panią przepraszam mówiłam przez łzy. Jego mama zamiast być zła tylko mnie przytuliła. Po jakimś czasie z sali wyszedł lekarz. Okazało się że Dominik ma pękniętą czaszkę, złamane 3 żebra, złamaną nogę i rękę oraz uraz kręgosłupa. Był w śpiączce. Jego stan był bardzo krytyczny ale najważniejsze póki co było to że żył. Pozwolono nam do niego wejść na chwilę. Gdy weszłam do środka i go zobaczyłam poczułam jak nogi robią mi się jak z waty. Sala zawirowała. Nagle poczułam że upadam...

sobota, 5 października 2013

Rozdział XII

Znajoma twarz. Blond, lekko opadajace na czoło włosy. Błyszczące oczy wpatrzone w dal nagle zwracają się w jej stronę. Kolejna znajoma mi osoba która stoi przed wielkim lustrem. W około nie było nic prócz zwierciadła. Prawie wszędzie panowała ciemność. Wokół lustra stały świeczki które rzucały trochę światła wokół kobiety przed nim stojącej. Mimo że była znajoma nie umiem jej rozpoznać. Kobieta ma na twarzy uśmiech kontraktujący się z wielki łzami spływajacy po jej zakrwawionych policzkach. Ślady jakby kocich pazur były bardzo widoczne. Krew spływająca z ran mieszała się ze łzami. Mimo że kobieta stała przed lustrem nie było widać jej odbicia. Przyłożyła rękę do niewidzialnego odbicia jakby chciała przejść na drugą stronę do surrealistycznego świata. Jakby chciała uciec od trosk i kłopotów. Próbowałam zawołać by tego nie robiła ale mimo że otwierałam usta żaden głos nie wydobywał mi się z gardła. Chciałam podejść do niej ale nogi odmówiły mi posluszeństwa. Stały jakby złączone z podłożem. Czułam się bezradna. Nagle usłyszałam że dziewczyna coś mówi. Pomimo że stałam zbyt daleko by cokolwiek usłyszeć jej słowa docierały do mnie bardzo wyraźnie.
- Zostaw mnie w spokoju powtarzała w kółko. Spojrzałam na chłopaka i zobaczyłam że trzyma w ręku broń wymierzoną w stronę kobiety. Wstrzymałam oddech. Usłyszałam strzał. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Kobieta upadła na ziemię a krew płynęła jak rzeka z miejsca w którym utknęła kula. Zaczełam krzyczeć. Tym razem z mojego gardła wydobył się głos. Podeszłam do kobiety i odsłoniłam jej twarz. Moje serce przyspieszyło. To była moja własna twarz. Z ran na policzkach sączyła się krew. Nagle zobaczyłam poruszający się cień. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Marcina który pochylony nade mną powiedział nagle: Zasłużyłas sobie.
Gwałtownie wstałam. Znajdowałam się w swoim pokoju. Siedziałam na swoim łóżku. Odetchnełam z ulgą. To był tylko sen. To był tylko sen. To był tylko sen. Powtarzałam sobie w duchu. Wierzchem koszulki otarłam sobie spocone czoło. Niewiele zrozumiałam z tego snu. Próbowałam wmówić sobie że to nie miało znaczenia. Ale ból który wyczuwałam w klatce piersiowej uświadomił mi jak bardzo się tym przejęłam. Spojrzałam na zegarek 4:30. Nagle po twarzy zaczęły mi spływać łzy. Zamarzyłam by znalazła się przy mnie mama. Przytuliła by mnie i powiedziała że wszystko będzie dobrze. Przecież to tylko sen. Otarłam łzy. Opadłam z powrotem na poduszki i zamknęłam oczy. Moja martwa twarz wciąż stała mi pod powiekami. Nie chciałam zasnąć ponieważ bałam się że sen powróci. Niestety zmęczenie dało o sobie znać dość szybko.

*** PARĘ GODZIN PÓŹNIEJ ***

Nagle zadzwonił budzik. Nie chętnie wstałam by go wyłączyć. Jak w transie poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Przez ponad pół godziny zastanawiałam się w co się ubrać. W końcu założyłam fioletowy sweter w paski i szare jeansy. Włosy spiełam w kok. Gdy zeszłam do kuchni by zjeść śniadanie nikogo w niej nie było. Na lodówce wisiała kartka. " Wyszedłem z Kate na zakupy. Tata" brzmiala treść kartki. Nagle zaczął dzwonić mi telefon. Odebrałam nawet nie patrząc na wyswietlacz jedną ręką grzebiąc w lodówce.
- Hallo?
- No cześć.
- Dominik powiedziałam bez entuzjazmu
- Kochanie ? Wszystko dobrze spytał.
- Tak tak w najlepszym porządku powiedziałam
- Mam nadzieję. Za godzinę wpadnę po ciebie.
- Okej powiedziałam i się rozłączyłam.
Gdy w końcu znalazłam w lodówce coś do jedzenia znów zadzwonił telefon. Spojrzałam na wyswietlacz "Monika". Nie odebrałam. Nie za bardzo chciało mi się teraz rozmawiać z kimkolwiek. Nawet z przyjaciółkami. Gdy skończyłam jeść śniadanie poszłam do łazienki umyć zęby i się lekko umalować. W momencie w którym skończyłam zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Przed drzwiami stał Dominik z różą w dłoni. Uśmiechną się i podał mi ją. Zaniemowilam.
- Dziekuje wukrztusiłam.
- Nie ma za co powiedział lekko i pocałował mnie w policzek. Od razu poprawił mi się humor.
- No chodź tu powiedziałam przyciągając go do siebie. Tak jak zawsze jego usta były delikatne i zarazem stanowcze. Jakby badał każdy centymetr moich ust. Smakował miętową gumą do rzucia. Objął mnie w pasie a ja wplotłam mu palce we włosy. Trochę jak na łzawej komedii romantycznej pomyślałam ale wcale mi to nie przeszkadzało. W tym momencie iskra zmieniła się w ogień. Całowałam go z takim samym zapałem i zapamiętaniem co on mnie. Badałam każdy zakamarek jego ust starając się zapamiętać milimetr po milimetrze. Dłonią przeczesywałam mu włosy jakby próbując zapamiętać każdy pojedynczy włos, ich miękkość czy ich ułożenie. Serce biło mi chyba z milion razy na sekundę co z biologicznego punktu widzenia było niemożliwe. Gdy odsunęliśmy się od siebie serce waliło mi jak po maratonie a oddech miałam urywany.
- Jakie miłe przywitanie powiedział lekko zachrypniętym głosem.
- Cóż za miła odmiana po koszmarach w nocy powiedziałam równie zachrypniętym głosem co Dominik.
- Co za koszmary spytał lekko zdziwiony
- A takie tam nic
Nie mogłam mu powiedzieć że śniła mi się moja własna śmierć. Niewiedzieć skąd wiedziałam że gdybym mu o tym opowiedziała śmiertelnie by się tym przeją. Założyłam kurtkę i buty.
- Chodźmy już bo zaraz wróci mój tata. Powiesiłam kartkę na lodówce i wyszliśmy.
Na lodowisko było blisko. Szliśmy rozmawiając o wszystkim i o niczym. Dominik opowiadał mi jak spędził wczorajszy dzień. Słuchałam go jednym uchem pogrążona w swoich myślach. Gdy naszym oczom ukazało się lodowisko zaczęłam mieć złe przeczucia. Wypożyczyliśmy sobie łyżwy i ruszyliśmy na lód.
- Coś czuje że się wywrócę powiedziałam pewna tego.
Dominik spojrzał na mnie i uśmiechną się lekko.
- Jestem pewien że nic ci nie będzie powiedział uśmiechając się jeszcze bardziej. Spojrzałam na lodowisko które było na zewnątrz. Słońce było wysoko na niebie ale pomimo tego mróz szczypał w policzki. Dałam mu kuksańca i oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Ale za to ty na sto procent się wywalisz powiedziałam przez śmiech. Przez chwilę oboje śmialiśmy się jak szalenii. Ludzie których na lodowisku było dziś dość dużo patrzyli się na nas jak na chorych umysłowo. W końcu przestaliśmy się śmiać i weszliśmy na lód.
- Daj mi rękę powiedziałam. Dominik podał mi rękę i ruszyliśmy nagle straciłam równowagę i upadłam pociągając go za sobą. Upadlismy z hukiem na lód. Dominik wybuchł głóśnym śmiechem co rozbawiło mnie do łez. W końcu po kilku minutach śmiechu wstaliśmy i zaczelismy jeździć. Ścigalismy się, przewracaliśmy się, kilka razy nawet Dominik zrobił piruet o co byłam zazdrosna ale co najważniejsze świetnię się bawiliśmy. Przez ten czas nie myślałam o kłopotach. Po jakimś czasie zadzwonił telefon. Odebrałam z nie chęcią.
- Tak.
- Nilola? Od paru godzin staram się do ciebie dodzwonić co się z tobą dzieje usłyszałam podniesiony głos Moniki.
- Jestem z twoim bratem na lodowisku myślałam że wiesz powiedziałam
- Ah... No tak przepraszam powiedziała trochę ciszej.
- Czy coś się stało spytałam
- Wybieramy się na imprezę idziecie z nami spytała. Odwróciłam się w stronę Dominika. Uśmiechną się do mnie lekko.
- Idziemy z całą paczką na imprezę spytałam.
Nagle jego twarz stęrzała.
- Powiedz że nigdzie nie idziemy powiedział gniewnie. Skamieniałam.
- Ale..ale jak to spytałam.
-Nie ważne nigdzie nie idziesz i koniec kropka.