sobota, 5 października 2013

Rozdział XII

Znajoma twarz. Blond, lekko opadajace na czoło włosy. Błyszczące oczy wpatrzone w dal nagle zwracają się w jej stronę. Kolejna znajoma mi osoba która stoi przed wielkim lustrem. W około nie było nic prócz zwierciadła. Prawie wszędzie panowała ciemność. Wokół lustra stały świeczki które rzucały trochę światła wokół kobiety przed nim stojącej. Mimo że była znajoma nie umiem jej rozpoznać. Kobieta ma na twarzy uśmiech kontraktujący się z wielki łzami spływajacy po jej zakrwawionych policzkach. Ślady jakby kocich pazur były bardzo widoczne. Krew spływająca z ran mieszała się ze łzami. Mimo że kobieta stała przed lustrem nie było widać jej odbicia. Przyłożyła rękę do niewidzialnego odbicia jakby chciała przejść na drugą stronę do surrealistycznego świata. Jakby chciała uciec od trosk i kłopotów. Próbowałam zawołać by tego nie robiła ale mimo że otwierałam usta żaden głos nie wydobywał mi się z gardła. Chciałam podejść do niej ale nogi odmówiły mi posluszeństwa. Stały jakby złączone z podłożem. Czułam się bezradna. Nagle usłyszałam że dziewczyna coś mówi. Pomimo że stałam zbyt daleko by cokolwiek usłyszeć jej słowa docierały do mnie bardzo wyraźnie.
- Zostaw mnie w spokoju powtarzała w kółko. Spojrzałam na chłopaka i zobaczyłam że trzyma w ręku broń wymierzoną w stronę kobiety. Wstrzymałam oddech. Usłyszałam strzał. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Kobieta upadła na ziemię a krew płynęła jak rzeka z miejsca w którym utknęła kula. Zaczełam krzyczeć. Tym razem z mojego gardła wydobył się głos. Podeszłam do kobiety i odsłoniłam jej twarz. Moje serce przyspieszyło. To była moja własna twarz. Z ran na policzkach sączyła się krew. Nagle zobaczyłam poruszający się cień. Podniosłam wzrok i zobaczyłam Marcina który pochylony nade mną powiedział nagle: Zasłużyłas sobie.
Gwałtownie wstałam. Znajdowałam się w swoim pokoju. Siedziałam na swoim łóżku. Odetchnełam z ulgą. To był tylko sen. To był tylko sen. To był tylko sen. Powtarzałam sobie w duchu. Wierzchem koszulki otarłam sobie spocone czoło. Niewiele zrozumiałam z tego snu. Próbowałam wmówić sobie że to nie miało znaczenia. Ale ból który wyczuwałam w klatce piersiowej uświadomił mi jak bardzo się tym przejęłam. Spojrzałam na zegarek 4:30. Nagle po twarzy zaczęły mi spływać łzy. Zamarzyłam by znalazła się przy mnie mama. Przytuliła by mnie i powiedziała że wszystko będzie dobrze. Przecież to tylko sen. Otarłam łzy. Opadłam z powrotem na poduszki i zamknęłam oczy. Moja martwa twarz wciąż stała mi pod powiekami. Nie chciałam zasnąć ponieważ bałam się że sen powróci. Niestety zmęczenie dało o sobie znać dość szybko.

*** PARĘ GODZIN PÓŹNIEJ ***

Nagle zadzwonił budzik. Nie chętnie wstałam by go wyłączyć. Jak w transie poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Przez ponad pół godziny zastanawiałam się w co się ubrać. W końcu założyłam fioletowy sweter w paski i szare jeansy. Włosy spiełam w kok. Gdy zeszłam do kuchni by zjeść śniadanie nikogo w niej nie było. Na lodówce wisiała kartka. " Wyszedłem z Kate na zakupy. Tata" brzmiala treść kartki. Nagle zaczął dzwonić mi telefon. Odebrałam nawet nie patrząc na wyswietlacz jedną ręką grzebiąc w lodówce.
- Hallo?
- No cześć.
- Dominik powiedziałam bez entuzjazmu
- Kochanie ? Wszystko dobrze spytał.
- Tak tak w najlepszym porządku powiedziałam
- Mam nadzieję. Za godzinę wpadnę po ciebie.
- Okej powiedziałam i się rozłączyłam.
Gdy w końcu znalazłam w lodówce coś do jedzenia znów zadzwonił telefon. Spojrzałam na wyswietlacz "Monika". Nie odebrałam. Nie za bardzo chciało mi się teraz rozmawiać z kimkolwiek. Nawet z przyjaciółkami. Gdy skończyłam jeść śniadanie poszłam do łazienki umyć zęby i się lekko umalować. W momencie w którym skończyłam zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Przed drzwiami stał Dominik z różą w dłoni. Uśmiechną się i podał mi ją. Zaniemowilam.
- Dziekuje wukrztusiłam.
- Nie ma za co powiedział lekko i pocałował mnie w policzek. Od razu poprawił mi się humor.
- No chodź tu powiedziałam przyciągając go do siebie. Tak jak zawsze jego usta były delikatne i zarazem stanowcze. Jakby badał każdy centymetr moich ust. Smakował miętową gumą do rzucia. Objął mnie w pasie a ja wplotłam mu palce we włosy. Trochę jak na łzawej komedii romantycznej pomyślałam ale wcale mi to nie przeszkadzało. W tym momencie iskra zmieniła się w ogień. Całowałam go z takim samym zapałem i zapamiętaniem co on mnie. Badałam każdy zakamarek jego ust starając się zapamiętać milimetr po milimetrze. Dłonią przeczesywałam mu włosy jakby próbując zapamiętać każdy pojedynczy włos, ich miękkość czy ich ułożenie. Serce biło mi chyba z milion razy na sekundę co z biologicznego punktu widzenia było niemożliwe. Gdy odsunęliśmy się od siebie serce waliło mi jak po maratonie a oddech miałam urywany.
- Jakie miłe przywitanie powiedział lekko zachrypniętym głosem.
- Cóż za miła odmiana po koszmarach w nocy powiedziałam równie zachrypniętym głosem co Dominik.
- Co za koszmary spytał lekko zdziwiony
- A takie tam nic
Nie mogłam mu powiedzieć że śniła mi się moja własna śmierć. Niewiedzieć skąd wiedziałam że gdybym mu o tym opowiedziała śmiertelnie by się tym przeją. Założyłam kurtkę i buty.
- Chodźmy już bo zaraz wróci mój tata. Powiesiłam kartkę na lodówce i wyszliśmy.
Na lodowisko było blisko. Szliśmy rozmawiając o wszystkim i o niczym. Dominik opowiadał mi jak spędził wczorajszy dzień. Słuchałam go jednym uchem pogrążona w swoich myślach. Gdy naszym oczom ukazało się lodowisko zaczęłam mieć złe przeczucia. Wypożyczyliśmy sobie łyżwy i ruszyliśmy na lód.
- Coś czuje że się wywrócę powiedziałam pewna tego.
Dominik spojrzał na mnie i uśmiechną się lekko.
- Jestem pewien że nic ci nie będzie powiedział uśmiechając się jeszcze bardziej. Spojrzałam na lodowisko które było na zewnątrz. Słońce było wysoko na niebie ale pomimo tego mróz szczypał w policzki. Dałam mu kuksańca i oboje wybuchliśmy śmiechem.
- Ale za to ty na sto procent się wywalisz powiedziałam przez śmiech. Przez chwilę oboje śmialiśmy się jak szalenii. Ludzie których na lodowisku było dziś dość dużo patrzyli się na nas jak na chorych umysłowo. W końcu przestaliśmy się śmiać i weszliśmy na lód.
- Daj mi rękę powiedziałam. Dominik podał mi rękę i ruszyliśmy nagle straciłam równowagę i upadłam pociągając go za sobą. Upadlismy z hukiem na lód. Dominik wybuchł głóśnym śmiechem co rozbawiło mnie do łez. W końcu po kilku minutach śmiechu wstaliśmy i zaczelismy jeździć. Ścigalismy się, przewracaliśmy się, kilka razy nawet Dominik zrobił piruet o co byłam zazdrosna ale co najważniejsze świetnię się bawiliśmy. Przez ten czas nie myślałam o kłopotach. Po jakimś czasie zadzwonił telefon. Odebrałam z nie chęcią.
- Tak.
- Nilola? Od paru godzin staram się do ciebie dodzwonić co się z tobą dzieje usłyszałam podniesiony głos Moniki.
- Jestem z twoim bratem na lodowisku myślałam że wiesz powiedziałam
- Ah... No tak przepraszam powiedziała trochę ciszej.
- Czy coś się stało spytałam
- Wybieramy się na imprezę idziecie z nami spytała. Odwróciłam się w stronę Dominika. Uśmiechną się do mnie lekko.
- Idziemy z całą paczką na imprezę spytałam.
Nagle jego twarz stęrzała.
- Powiedz że nigdzie nie idziemy powiedział gniewnie. Skamieniałam.
- Ale..ale jak to spytałam.
-Nie ważne nigdzie nie idziesz i koniec kropka.

1 komentarz: