- Żartujesz sobie tak? Powiedz że żartujesz! Monika to nie jest zabawne powiedziałam chodź dobrze wiedziałam że wcale nie żartuje.
- Wiesz dobrze że nie. Jak mogłabym żartować z takich rzeczy.
Monika była kłębkiem rozpaczy i nerwów. Tusz miała rozmazany przez łzy. Na twarzy była cała czerwona. Stałam tam i patrzyłam na nią nie mogąc uwierzyc w to co do mnie mówi. Nie chciałam w to wierzyć. Nie mogłam zacząć w to wierzyć. Nagle z sali gdzie leżał Dominik wyszła pielęgniarka. Ciągnęła łóżko. Na nim leżało ciało. Martwe ciało. Gdy zobaczyłam wystające z pod narzuty ciemne włosy poczułam jak krew odpływa mi z twarzy a łzy cisną mi się do oczu. Boże tylko nie to pomyślałam tylko nie on. Nagle cały mój dotychczasowy świat runął jak domek z kart. Stałam po środku korytarza. Cała dotychczasowa nadzieja jaką mialam znikła. Nie,nie, nie to nie możliwe. To nie możliwe powtarzałam sobie w myślach. On żyje, on żyje. To wcale nie był on.
- Tak mi przykro usłyszałam za sobą głos Kate. Podeszła do mnie i chciała mnie przytulić. Odsunęłam się od niej
- Nie dotykaj mnie. Nie dotykaj powiedziałam. Czułam się jak balon bez powietrza. Dominik był całym moim światem, miłością mojego życia, światełkiem w tunelu, słońcem w pochmurne dni. A teraz go nie ma. Odszedł.
- Odszedł tak po prostu odszedł. Jak mógł mi to zrobić. Mieliśmy zaplanowane całe życie. Wszystko mieliśmy zaplanowane powiedziałam mieliśmy mieć duży dom i dwoje dzieci, chłopca i dziewczynkę, dużego psa i akwarium z rybkami. Mieliśmy podróżować po świecie. Boże było tyle rzeczy które chciał zobaczyć, chciał zwiedzić tyle miejsc. Obiecał że nigdy mnie nie opuści. Obiecał. Umilkłam czując że dłużej nie będę w stanie mówić. Usiadłam na krześle koło Moniki i wybuchłam głośnym szlochem. Ogarnęła mnie wielka rozpacz gdy uświadomiłam sobie że nigdy więcej go nie zobaczę. Nie zobaczę jego uśmiechu, jego szalonego błysku w oczach gdy wpada na jakiś pomysł, cudownego uśmiechu na mój widok. Trzymałam ręce zaciśnięte w pięści z całych sił próbując się uspokoić. Nie wychodziło mi to najlepiej. Monika położyła mi dłoń na ramieniu. Strąciłam ją. Nie chciałam litości. Chciałam by to okazało się kłamstwem. Chciałam by Dominik ustał koło mnie z uśmiechem na twarzy i powiedział, że żyje. Chciałam by to okazało się złym snem. Koszmarem. Nagle nie wiele myśląc zaczęłam biec w stronę wyjścia ze szpitala. Przez łzy w oczach niewiele widziałam ale biegłam dalej. Gdy wybiegłam na zewnątrz poczułam na twarzy zimne krople deszczu. Była końcówka kwietnia. Poczułam jak krople deszczu mieszają mi się ze łzami. Usiadłam na ławce przed szpitalem i płakałam. Nienawidziłam siebie za to, że pozwoliłam Dominikowi wypchnąć mnie spod kół samochodu. Wszystko przeze mnie pomyślałam. Siedziałam tam dopóki nie zobaczyłam zachodzącego słońca. Postanowiłam wrócić do domu.
...MIESIĄC PÓŹNIEJ...
Drogi Dominiku.
Piszę do ciebię ten list ponieważ w końcu zrozumiałam, że nie żyjesz. Wcześniej nie dopuszczałam do siebie tej myśli. Odepchnęłam od siebie wszystkich, nawet do Kate się nie odzywam. Tata postanowił wysłać mnie do psychologa. Poszłam tam i już po pierwszej wizycie po raz pierwszy poszłam na twój grób. Jak się pewnie domyślasz nie byłam na twoim pogrzebie. Nie mogłam to by oznaczało, że godzę się z twoją śmiercią. Psycholog u której byłam uświadomiła mi, że nie pójście na twój grób przed wyjazdem oznaczałoby że nic tak naprawdę do ciebie nie czuje. A czuje. Wciąż Cię Kocham. I tak wyjeżdżam. Za miesiąc wyjeżdżam do Nowego Yorku. Ciocia Beth która tam mieszka powiedziała, że mam do niej przyjechać na wakacje albo jeśli chce to i na stałe. Chyba zostanę u niej na stałe.
Tak bardzo za tobą tęsknię. Pamiętaj, że tylko ty jesteś moją największą miłością i tylko ty nią zostaniesz. Teraz siedzę przy twoim grobie i staram się powstrzymać łzy. Mimo że jest już lepiej to jednak to rana która powstała po twoje śmierci wciąż się jeszcze nie zagoiła i nigdy się nie zagoi. Codziennie się obwiniam. Myślę co by było gdyby. Wiem to nic nie pomoże ale jednak dobrze wiem że to ja jestem winna twojej śmierci. Minęło 2 miesiące. Tak 2 miesiące. Uświadomiłam sobie że nie żyjesz ale nigdy nie pogodze się z twoją śmiercią. Nigdy. I nie licz na to że kiedykolwiek się to stanie. Twoja kochająca na zawsze dziewczyna. Nikola.
Złożyłam starannie kartkę na pół i wsadziłam do koperty. Wyjęlam zapalniczke i podpaliłam kopertę.
- Żegnaj. Będziesz na zawsze w mojej pamięci szepnęłam gdy koperta się spaliła. Odwróciłam się i skierowałam się w stronę wyjścia z cmentarza
Przepraszam was wszystkich ale blog zostaje zawieszony na czas nie określony. Buziaki i miłego czytania :* Przepraszam za błędy i za to że tyle czekaliście <3
Nareszcie! I nie musiałem nawet za długo namawiać ^^
OdpowiedzUsuńPodziękować to możesz swojej kuzynce cwaniaku ^ ^
Usuń