Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji. Spojrzenie miał utkwione w punkt za mną. Powoli napływające łzy zaczęły mnie piec w oczy. Nie miałam pojęcia co nim kieruje. Czyżby zazdrość? Może co innego. Chciałam go o to zapytać ale bałam się jego odpowiedzi. Pożegnałam się z przyjaciółką i spojrzałam na niego lekko poirytowana. Nic nie powiedział. Wciąż tylko patrzył w przestrzeń. Nawet nie drgną. Gdy w końcu zaszczycił mnie swoim spojrzeniem moja cierpliwość wisiała na włosku. Z jego spojrzenia nie mogłam nic wyczytać. Chłód bijący od niego przyprawiła mnie o jeszcze większe poirytowanie. Miałam ochotę krzyczeć ale czy to by coś dało? W końcu miałam tego dość.
- Wracam do domu powiedziałam lekko drżącym głosem. Przez jedną piątą sekundy jego twarz wykrzywiła się w grymas niedowierzania. Znikł tak samo szybko jak się pojawił.
- Jak chcesz powiedział chłodno.
- Możesz się tak nie zachowywac spytalam z trudem powstrzymując się od krzyku.
- Jak spytał zdziwiony
- Tak jakbyś miał wszystko gdzieś. Jakby to że wogóle istnieje cię nie obchodziło. Jakby twoje uczucia nic nie znaczyły. Jakby to co ja czuje nic nie znaczy. Jakbyś był totalnym dupkiem powiedziałam na jednym oddechu ostatnie słowa prawie wykrzykując.
- Może wcale nie jestem takim ideałem jak ci się wydawało powiedział bez emocji.
- Mam to gdzieś czy jesteś ideałem czy nie. Kocham cię a jeśli po tygodniu bycia razem oczekujesz ode mnie że będe twoją marionetką to jesteś w błędzie powiedziałam i zeszłam z lodowiska. Poszłam oddać łyżwy. Założyłam buty. Dominik wciąż stał w tym samym miejscu. Zdenerwowana poszłam do domu. Po drodze starałam się nie rozpłakać. Jesli myślał że będę mu na każdym kroku posłuszna to był w błędzie pomyślałam. Byłam na niego wściekła. Gdy doszłam do pobliskiego parku do którego zawsze chodziłam z mamą pozwoliłam by łzy swobodnie spływały mi po policzkach. Nie mogłam uwierzyc że tak mnie potraktował. Siedziałam w parku parę minut. Jednak długo nie wytrzymałam. Zerwałam się z ławki i pobiegłam w stronę domu. Mialam gdzieś samochody które trąbiły na mnie za każdym razem gdy przechodziłam na drodze bez pasów. Nagle usłyszałam długi i głośny klakson. W moją stronę jechał samochód co najmniej 100 na godzinę. Poczułam przerażenie w żołądku. Jednak zamiast zderzyć się z autem poczułam silne dłonie odpychające mnie na bok a potem okropny ból prawego ramienia. Zamknęłam oczy i złapałam się za ramię próbując ochronić się przed bólem. Nagle usłyszałam pisk opon. Zacisnełam powieki jeszcze mocniej przygotowana na większą dawkę bólu. Gdy nic nie poczułam zdziwiona otworzyłam oczy. Rozejrzałam się wokoło. Zobaczyłam sylwetkę chłopaka na oko wyglądającego na nie wiele starszego ode mnie. Spróbowałam wstać czym przypłaciłam bólem w udzie i ramieniu ale postanowiłam to olać. Życie chłopaka było ważniejsze. Lekko kuśtykając podeszłam do niego i o mało co nie doznałam szoku. Dominik. Na ziemi leżał Dominik. Mialam już łzy w oczach gdy usłyszałam w głowie głos mamy: MUSISZ BYĆ SILNA, ON CIĘ TERAZ POTRZEBUJE! Starałam napływające łzy i zrobiłam wszystko tak jak nas uczyli w szkole. Najpierw sprawdziłam bezpieczeństwo. Na szczęście tą ulicą jeździło mało samochodów. Podeszłam do kierowcy. Był przytomny.
- Dobrze się pan czuje spytałam
- Tak dziękuję. Jak czuje się tamten chłopak spytał lekko drżącym głosem.
- Czy mógłby mi pan pomóc tylko szybko spytałam idąc już w stronę Dominika. Dotknęłam jego ramienia. - Dominik słyszysz mnie? Dominik? Nawet nie drgną. W odruchu sprawdziłam puls. Odetchnęłam z ulgą gdy go wyczułam. Udrożniłam drogi oddechowe i sprawdziłam czy oddycha. Nie oddycha. Moje serce przyspieszyło.
- Niech pan zadzwoni po karetkę. On nie oddycha. Nie sprawdziłam czy wykonał moje polecenie tylko zaczęłam mu robić RKO. Gdy uciskałam mu klatkę piersiową błagałam Boga by nie zabieraj mi chociaż jego. Dominik proszę zacznij oddychać błagałam go w myślach. Po jakimś czasie usłyszałam karetke. Wciąż robiąc mu RKO modliłam się by zdążyli na czas. Po może dwóch minutach karetka dojechała na miejsce. Pozwolili mi odpocząć. Dopiero teraz zauważyłam że Dominik jest ranny. Z wielkiej rany na twarzy strumieniem lała się krew. Przestraszyłam się że pewnie będzie mu potrzebna transfuzja krwi. Lekarze delikatnie położyli go na noszach i wsadzili do karetki. - Mogę też jechać spytałam drżącym głosem. Bałam się go zostawiać samego. Wiedziałam że niewiele pomogę ale nie mogłam go zostawić gdy umierał. Lekarz tylko kiwnął głową. Wsiadłam do karetki w której było strasznie mało miejsca. Przez całą drogę starałam się powstrzymać łzy. Gdy dojechaliśmy do szpitala przypomniałam sobie o tym że nie zadzwoniłam jeszcze do rodziny Dominika. Gdy wytłumaczyłam wszystko Monice była w szoku. Powiedziała że już dzwoni do rodziców a sama już jedzie do szpitala. Byłam zrozpaczona. To wszystko przeze mnie pomyślałam i wkońcu wybuchłam głośnym płaczem. Gdy lekarze wyszli z sali chciałam wiedzieć co nu jest ale powiedział że nie może mi udzielić żadnych informacji z tego powodu że nie jestem jego rodziną. Siedziałam tam wyobrażając sobie najgorze scenariusze gdy nagle zobaczyłam jego mamę i Monikę idące szybko w moją stronę. Mama Dominika miała łzy w oczach za to po Monice było widać że płakała.
- Gdzie on jest spytała jego mama.
- Tam wskazałam pokójna przeciwko.
- Co się w ogóle stało spytała Monika.
- Pokłóciliśmy się no i ja poszłam do domu a on został na lodowisku, myślałam że tam został ale on pobiegł za mną i wypchną mnie spod samochodu a sam został potrącony powiedziałam wybuchając płaczem - to moja wina, wszystko to przeze mnie, tak bardzo panią przepraszam mówiłam przez łzy. Jego mama zamiast być zła tylko mnie przytuliła. Po jakimś czasie z sali wyszedł lekarz. Okazało się że Dominik ma pękniętą czaszkę, złamane 3 żebra, złamaną nogę i rękę oraz uraz kręgosłupa. Był w śpiączce. Jego stan był bardzo krytyczny ale najważniejsze póki co było to że żył. Pozwolono nam do niego wejść na chwilę. Gdy weszłam do środka i go zobaczyłam poczułam jak nogi robią mi się jak z waty. Sala zawirowała. Nagle poczułam że upadam...
środa, 16 października 2013
Rozdział XIII
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Pachnie mi w tym brakiem realizmu :P Jej opanowanie po wypadku było nader dziwne i mało co spotykane zwłaszcza że poszkodowanym była osoba bliska!
OdpowiedzUsuńDobrze wiem dlaczego tak to opisałaś ale nadal sądzę że mogłaś całe zdarzenie nieco zmienić :P
Super rozdzial . Czekam na nastepny ^.^
OdpowiedzUsuń