W głowie formował mi się plan. Okej przyznaje plan wcale nie musiał mi się powieść a Dominik wcale nie musiał się na to godzić. Ale znałam go na tyle dobrze że wiedziałam że zgodzi się bez wahania. Musiałam go tylko wziąć na bok tak by dziewczyny nic nie slyszały. Monika by mnie udusiła gdyby dowiedziała się że chce wykorzystać jej brata do zemsty na Alanie. A Adrianna nic by nie powiedziała ale wiedziałam że też nie byłaby zadowolona. Uśmiechnelam się do Dominika. On również się uśmiechną a w jego oczach zaświeciły iskierki.
- Cześć przystojniaku powiedziałam i dałam mu kuksańca.
-Hej piękna odpowiedział po czym mnie przytulił. Nasza piątka czyli ja, Monia, Aduś, Kate i Dominik znaliśmy się od dziecka więc takie rzeczy były u nas na porządku dziennym. Przywitałam się z przyjaciółkami po czym założyłam kurtkę i już wychodziłysmy gdy zadzwonił mój telefon. Na ekranie widniał numer Alana.
- Nie odbierzesz spytała Adrianna
- Nie rzuciłam krótko i wszyscy wiedzieli ze temat zakończony. Gdy jechaliśmy taksówką Adrianna i Monika rozmawiały o imprezie a Dominik był pogrążony w swoich myślach. Popatrzyłam przez okno. Ah miasto nocą jest takie piękne pomyślałam. Mama uwielbiała miasto szczególnie nocą uśmiechnelam się do siebie i od razu przypomniała mi się wycieczka do Nowego Yorku niedługo przed śmiercią mamy. Cała nasza czwórka na Manhattanie zachwyceni pięknymi światłami i bijącą od tego miejsca żywotnością nawet po zmroku. Tata chodził wtedy taki uśmiechniety. Po tamtych czasach zostało mi tylko zdjęcie. Ktoś lekko dotkną mojego ramienia tym samym przywracając mnie do rzeczywistości. Okazało się że musimy już wysiadać. Dominik podał mi rękę i pomógł wysiąść. Postanowiłam że od razu wprowadze swój plan w życie. Gdy weszliśmy do klubu zauważyłam połowę mojej szkoły. Co chwilę słyszeliśmy lecące w naszą stronę "cześć", " hej", "siema".
-Zatanaczymy spytał Dominik przekrzykując muzykę. Kiwnełam tylko głową. Gdy przedzieraliśmy się przez tłum ludzi pierwszy raz tego wieczora przyjrzałam mu się. Miał na sobie szarą koszulę, jeansy i szare vansy. Włosy opadały mu na czoło a kilka nieswornych kosmyków wpadały mu do jego niebieskich oczów, na swoj sposob byl naprawde przystojny i zawsze mily.
Tak pomyslalam plan sie uda.
Musi sie udac.
Po przetanczeniu pięciu kawałków pod pretekstem zmęczenia zaciągnęłam go na taras klubu "Peonix" gdzie w lato odbywały się imprezy. Teraz ze względów pogody był on nieuzywany. Mimo zimna nawet nie dostałam gęsiej skórki. Spojrzałam mu w oczy z postanowieniem postawienia przysłowiowej kawy na ławę.
-Dominik wiesz jest sprawa ale bie chcę żebyś robił coś wbrew sobie.
wtorek, 27 sierpnia 2013
Rozdział IV
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz